o moim drugim motocyklu i o tym, jak jeszcze bardziej zmienił on moje życie niż pierwszy
Blog > Komentarze do wpisu
Ni pies, ni wydra
coś na kształt świdra....

... rzekł był niegdyś towarzysz Gomółka...

Dzisiaj, patrząc przez okno, pomyślałam "ni zima, ni wiosna..."

Miało być tak:

zaproszenie na motopiknik :)

Cieszyłam się na Motopiknik - miałam nadzieję, że spotkam znajomych z Wrocławia, ubiorę Małego w jedną z jego motocyklowych koszulek (Born to Ride lub HD - dzięki Grażyna :):):)) i zabiorę w czterokołowcu na boisko, gdzie miały być przygotowane różne atrakcje... Byle tylko wciągnąć w płuca zapach motocykli..... W desperacji myślałam nawet o wyciągnięciu Trampiego z garażu - jest na chodzie i pali jak igła - ale cóż, kiedy spodnie motocyklowe nie dopinają się na moim macierzyńskim brzuchu :):):) Grochu dzwonił i zapraszał na swoje popisy kaskaderskie. Miało być tak fajnie!

 

Radosne oczekiwanie zepsuła pogoda. Widok z okna ok. godz. 10 rano:

widok z okna rano 3 maja

 

 Dwie godziny później na przełęczy Polskie Wrota:

przełęcz Polskie Wrota

Tradycyjnie, popularna "ósemka" zablokowana. Na szczęście dla mnie, tylko w jedną stronę - z zachodu na wschód. Normalka, TIRy... Zawsze tak jest. Co one robiły na drodze w czasie zakazu poruszania się dla ciężarówek na zawsze pozostanie jedną z tajemnic kosmosu...

Na zdjęciu pojazdy spowolnione przez motocyklistę, których setki nawiedziły Kudowę w ciągu ostatnich dni. Włosy zjeżyły mi się na głowie, kiedy zobaczyłam jak sunie nogami po drodze i z trudem utrzymuje równowagę....

Do Kudowy można było przejechać swobodnie, co mnie uratowało, gdyż, zgodnie z długoletnią tradycją, w długi majowy weekend w Dusznikach brakuje pieczywa, a ja wtedy ratuję się ciepłym chlebkiem prosto z pieca u południowych sąsiadów.

 

I jeszcze dwaj motocykliści na przełeczy, na zjeździe do Dusznik:

motocykl na zjeździe z przełęczy

Ten drugi jechał z pasażerką.... Znowu nogami po asfalcie...

Do Kudowy spotkałam jeszcze kilka motocykli. Trochę mnie zastanowiło, czy faktycznie tym ludziom tak bardzo spieszyło się do domów, żeby ryzykować upadkiem, zniszczeniem sprzędu i kontuzją. W ciągu kilku godzin korki na tym odcinku zniknęły a droga znowu była czarna i przejezdna. Czy nie można było przeczekać najgorszych warunków? A może nie spodziewali się takiego śniegu, bo faktycznie, w Kudowie asflat był czarny...

 

Mam nadzieję, że Motopiknik w Dusznikach się odbędzie, w sprzyjających okolicznościach przyrody. Stęskniłam się za znajomymi z WrocLOVE :)

 

P.S. Obiecany wpis o PIERWSZEJ MOTOCYKLISTCE trochę później :):):)

 

 

wtorek, 03 maja 2011, blackgodiva